Kiedy myślimy o Wielkanocy, często wyobrażamy sobie przepełnione kościoły, barwne pisanki i wielki rodzinny obiad. W krajach niemieckojęzycznych – Niemczech, Austrii i Szwajcarii – te obrazki są zadziwiająco podobne do naszych, a mimo to kryją w sobie mnóstwo lokalnego kolorytu. Zapraszam na małą podróż przez wielkanocne tradycje, które z pewnością zaskoczą, a może i zainspirują.
W Niemczech Wielkanoc to jedno z najważniejszych świąt w roku – i to nie tylko z powodów religijnych. Świętowanie zaczyna się już w Niedzielę Palmową i trwa przez cały tydzień, a kulminację stanowią cztery dni wolne od pracy: Karfreitag (Wielki Piątek), Karsamstag (Wielka Sobota), Ostersonntag (Niedziela Wielkanocna) i Ostermontag (Poniedziałek Wielkanocny).
W sobotni wieczór i w niedzielny poranek na polach i wzgórzach całych Niemiec płoną wielkie ogniska. To zwyczaj wywodzący się z prastarych pogańskich obrzędów wiosennych – ogień ma przepędzić zimę i przywitać nowe życie. W wielu wioskach to prawdziwe lokalne święto z muzyką i piwem.
To Niemcy spopularyzowały postać zajączka wielkanocnego (Osterhase), który w Wielką Sobotę chodzi po ogrodach i ukrywa pisanki. Dzieci szukają ich rano w Niedzielę Wielkanocną. Zwyczaj ten prawdopodobnie pochodzi z okolic Alzacji i Hesji, skąd niemieccy emigranci zabrali go do Ameryki w XVIII wieku.
Tradycyjne wielkanocne potrawy to przede wszystkim Lammbraten (pieczeń jagnięca), Osterlamm – ciastko w kształcie baranka – oraz oczywiście jajka pod każdą możliwą postacią. W regionie Lausitz (wschodnie Niemcy) Serbołużyczanie barwią pisanki w niezwykłe wzory, uznawane za jedne z najpiękniejszych w Europie.
„Frohe Ostern!” – tak Niemcy życzą sobie wesołych świąt. Prosto, ciepło i bez zbędnych ceregieli.
Austria to kraj, w którym katolicyzm splótł się z kulturą na każdym poziomie – i Wielkanoc jest tego najlepszym dowodem. Wiedeńskie kościoły przeżywają oblężenie, a alpejskie wioski zachowują tradycje, które nie zmieniły się od setek lat.
W Lany Poniedziałek Austriacy wyruszają na tradycyjny spacer zwany Emmaus-Gehen – nawiązanie do ewangelicznej drogi uczniów do Emaus. W Wiedniu najpopularniejszym celem jest Prater. To jedno z niewielu świąt, gdy całe rodziny spacerują razem, bez pośpiechu i smartfonów.
Od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty kościelne dzwony milczą – zgodnie z tradycją “odleciały do Rzymu”. W wielu austriackich miejscowościach, szczególnie na wsiach, chłopcy chodzą po ulicach z drewnianymi kołatkami (Ratschen lub Klappern), oznajmiając porę modlitwy. To zwyczaj żywy do dziś, szczególnie w Tyrolu i Vorarlbergu.
Nieodłącznym elementem austriackiej Wielkanocy jest Osterjause – uroczyste śniadanie wielkanocne, na które trafia wszystko, co przez Wielki Post było zakazane: szynka, kiełbasy, jajka, chleb i masło. Kosz z tymi smakołykami zanosi się w Wielką Sobotę do kościoła na poświęcenie (Speisenweihe). Brzmi znajomo? Bo to bliski kuzyn polskiej święconki!
W Niedzielę Palmową Austriacy przynoszą do kościołów ozdobne “palmy” – wiązki wierzbowych gałązek z baziami, przyozdobione bukszpanem i kolorowymi wstążkami. Palmbusch wiesza się potem nad drzwiami wejściowymi jako ochronę domu przez cały rok.
Szwajcaria to kraj czterech języków oraz 26 kantonów – każdy z własnym charakterem. Wielkanoc jest tu świętem zarówno katolickim (w kantonach takich jak Valais czy Freiburg), jak i protestanckim (Zurych, Berno, Bazylea). Ten pluralizm sprawia, że tradycje wielkanocne są tu wyjątkowo różnorodne.
Szwajcaria to przecież ojczyzna czekolady, więc Wielkanoc to tutaj szczyt sezonu dla wszelkich słodkości. Sklepy pękają od figurek zająca, kury i jajek z czekolady – często dzieł prawdziwej sztuki cukierniczej. Mówi się, że Szwajcar potrafi wydać na wielkanocną czekoladę więcej niż na prezenty świąteczne.
W różnych regionach Szwajcarii popularne są gry z gotowanymi jajkami. Eiertütschen to stukanie jajkami (wygrywasz, jeśli twoje nie pęka) – znane nam dobrze pod polską nazwą “wyklikiwanie“. W kantonie Appenzell organizuje się nawet zawody, kto dalej rzuci jajkiem bez rozbicia.
W kantonie Zuchwil koło Solothurn odbywa się niecodzienna tradycja: w Wielki Piątek tysiące ludzi wychodzi na targ warzywny, który miał miejsce nieprzerwanie od średniowiecza. W Bazylei protestanckie nabożeństwo wielkanocne o świcie przyciąga tłumy zarówno wierzących, jak i tych, którzy po prostu lubią atmosferę.
W kantonie Graubünden i okolicach piecze się Cugliun – tradycyjne słodkie bułki wielkanocne, a w romańskojęzycznych wsiach dzieci chodzą od domu do domu, śpiewając pieśni wielkanocne i zbierając jajka i słodycze – podobnie jak przy kolędowaniu. Ta tradycja wciąż żyje w najmniejszych górskich osadach.
Wielkanoc w krajach niemieckojęzycznych to fascynujące połączenie głębokiej religijności, pogańskich korzeni i radości z nadejścia wiosny. Zające biegają po ogrodach, dzwony milczą przez trzy dni, ogniska oświetlają nocne niebo, a koszyki ze święconką wędrują do kościołów – dokładnie tak jak u nas. Może właśnie dlatego, ucząc się języka naszych zachodnich sąsiadów, czujemy, że rozumiemy ich trochę bardziej niż tylko przez słowa.
Obserwuj nas w mediach społecznościowych i skontaktuj się z nami w razie pytań.
Używamy plików cookie, aby przechowywać i uzyskiwać dostęp do informacji o urządzeniu. Zgoda pozwala nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania. Brak zgody może ograniczyć funkcje strony.